poniedziałek 28 Wrzesień 2020

Trzy lata planowali i w końcu wyruszyli z Irunu do Fatimy przez Santiago

Przemysław Zieliński

Trzy lata planowali i w końcu wyruszyli z Irunu do Fatimy przez Santiago

„Zawsze na drodze znalazł się ktoś kto nam pomagał. Zawsze znaleźliśmy wyjście z trudnej sytuacji”- powiedział KAI Przemysław Zieliński, który wraz ze swoim przyjacielem Krzysztofem Ogińskim wyruszył z Irunu przez Santiago de Compostela do Fatimy.

W 2 miesiące pieszo przeszli około 1500 kilometrów. Z Irunu wiedzie szlak Camino del Norte – północy szlak prowadzący do Santiago de Compostela. Ciągnie się wzdłuż północnego wybrzeża półwyspu iberyjskiego trasa jest jedną z najdłuższych i najtrudniejszych hiszpańskich dróg do katedry w Santiago – liczy 825 km.

Natalia Nowak (KAI) : Kiedy i jak narodził się pomysł, aby iść na pielgrzymkę do Fatimy, właśnie przez Santiago de Compostela?

Przemysław Zieliński: U Krzycha pomysł narodził się 2014 roku, u mnie 2015 roku. Dodałem sobie zdjęcie na facebook-u z Polski do Fatimy i pomyślałem kiedyś tam pójdę. I tak to gdzieś tam „wisiało” i w sumie nie wiedziałem, czy to się wydarzy, czy nie, bo droga do tego celu była daleka i wymagająca pozostawienia wszystkiego. W głowie ten pomysł odnawiał się, kiełkował. Co jakiś czas dawał znać o sobie. Mówiąc: może się kiedyś spróbuję, może kiedyś się uda, może niedługo ruszysz, może…

Było to dla mnie wyzwanie, przejść dalej niż do tej pory. Czy to pielgrzymki do Częstochowy pieszo (300km+) lub rowerem, czy to Ekstremalna Droga Krzyżowa (50km+), czy inne wyprawy, które nie były tak dalekie jak ta, która co jakiś czas nawiedzała moją głowę. Chciałem coś więcej, chciałem iść dalej, może też pobić swój rekord, może poznać ludzi i ich życie, może pielgrzymować razem z Ukochaną (dołączyła się do nas na odcinku z Santiago do Fatimy), może po prostu iść nic dodać nic ująć.

Zbliżał się rok 2017, czyli stulecie objawień w Fatimie, zmieniłem pracę przeprowadziłem się do Warszawy i tak sobie pomyślałem, że jak nie pójdę teraz to kiedy. Okrągła rocznica to najlepszy moment, jak nie teraz to kiedy? Nigdy…

Krzysztof Ogiński: 3 lata wcześniej podczas podróży autostopem do Medjugorie, zrodziła się u mnie myśl, że może kolejnym celem będzie Fatima. Nie wiedziałem jeszcze kiedy i jak tam dotrę, ale myśl zaczęła kiełkować. W tamtym czasie niewiele jeszcze wiedziałem o Camino. Różne okoliczności kierowały mnie coraz bardziej na pielgrzymi szlak. Podczas modlitwy wstawienniczej usłyszałem słowa, które zapadły mi w pamięć. Dotyczyły one moich intencji oraz pewnej modlitwy.

Mówiły o tym, żebym szedł, a Pan Bóg idzie przede mną, za mną, obok mnie oraz jest nade mną i pode mną. Jak się później okazało słowa te były bardzo podobne do średniowiecznego błogosławieństwa pielgrzymów udających się do Santiago de Compostela. Zapadło mi to szczególnie w pamięć, ponieważ wcześniej już czułem, że słowo “iść” jest mi bardzo bliskie i ważne w życiu. To nie tylko moja pasja, ale też aktywność, działanie, nie poddawanie się i błogosławieństwo Boże w tym działaniu.

Dowiedziałem się więcej o Camino i zaczął mi się kształtować plan na wyprawę. W zasadzie w roku 2016 wiedziałem już, że w jubileuszowym roku 2017 wyruszę w drogę, choćby nie wiem co. Wtedy było 100 lecie objawień w Fatimie, 140 lat objawień w Gietrzwałdzie i 350 lecie koronacji obrazu w Częstochowie. Same okrągłe rocznice, a ja zdążyłem się trochę “odkuć” finansowo po poprzednich przejściach z pracą. Pan Bóg potwierdzał mi to różnymi wskazówkami.

NN: Jak długo przygotowywaliście się do drogi pod względem duchowym, fizycznym?

PZ : Jak to my, nie za bardzo lubimy wszystko planować na 100%, dajemy sobie przestrzeń, lubimy zostawić sobie miejsce na spontaniczność. Kiedy zostawiamy sobie swobodę, wtedy dzieją się ciekawe rzeczy. Żeby zaczerpnąć trochę informacji i mieć wiedzę w danym temacie poszliśmy do jednego księdza, który pielgrzymował na Camino 12 razy. Poprosiliśmy aby opowiedział, co powinniśmy kupić i zabrać ze sobą. Po rozmowie stworzyliśmy plik z dokumentacją potrzebnych rzeczy, ile czego ma być, spisaliśmy wszystkie rady i pomysły, zarezerwowaliśmy bilety samolotowe.

Na początku miały być 3 miesiące, ale sami zaczęliśmy się zastanawiać czy to nie za dużo. 2 miesiące to czas, który my mogliśmy zaakceptować jak i nasi współpracownicy. Krzysiek niestety nie miał aż tak dobrej sytuacji i po początkowej zgodzie na dwumiesięczny urlop, jego pracodawca postanowił go zwolnić, więc przed samą pielgrzymką pojawiły się nowe trudności z którymi trzeba było sobie poradzić.

Jeśli chodzi o przygotowanie duchowe to było ono kluczowe, chodź ludzie spotkani na naszej drodze, na szlaku robili to z różnych pobudek.

Fizycznie zrobiliśmy sobie trening, biegaliśmy kilka razy. Przez ostatnie 5 – 10 lat regularnie ćwiczyliśmy, tak więc pod kątem fizycznym byliśmy przygotowani i pewni siebie.

KO: Tak jak Przemek wspomniał – fizycznie, sport zawsze nam w życiu towarzyszył. Duchowo, ta wyprawa to kolejny bardzo ważny dla mnie etap. Oczywiście nie zapominając o wątku przygody 🙂

Czytaliśmy fora internetowe, blogi, bardzo dużo dała nam konsultacja u księdza, który kilkanaście razy już był na Camino. Grunt, to wziąć wszystko co niezbędne, ale zachować maksymalny minimalizm.

Można się dużo wcześniej przygotowywać, a można po prostu spontanicznie ruszyć, tak jak Egipcjanin Amir, którego spotkałem po drodze. Amir podróżował 2 lata po Europie, akurat był na jednej z wypraw, spotkał po drodze pielgrzymów, którzy zaprosili go do wspólnej drogi do Santiago. Jak stał, tak poszedł…

NN: Uważaliście, że przez tę pielgrzymkę umocnicie swoją wiarę?

PZ: Było to sprawdzenie siebie i swoich możliwości, bólu, radości, wytrwałości, trudów znoszenia siebie nawzajem. Zadowolenie z tak trywialnych rzeczy jak prysznic, czy sen. Myślę, że staliśmy się silniejsi. Cierpienie, trudy drogi i zmęczenie pokazują ile jesteś wstanie wytrwać, przecież wierzącym nie jesteś raz na zawsze? Kryzys jest, był lub przyjdzie. Takie jest życie, a droga ta, chciałbym aby pomogła mi wyjść z każdego kryzysu jaki jest jeszcze przede mną. Wierzę, że odwaga pomoże mi w życiu przekroczyć każde „zamknięte drzwi” jakie napotkam na swojej drodze w życiu.

KO: Na pewno w dużej mierze tak. Pan Bóg mnie zachęcał, żebym poszedł. Czułem, że miałem tam iść i była to niesamowita przygoda, a jednocześnie pielgrzymka duchowa i w jakimś stopniu sprawdzenie siebie. Najważniejsze jednak było, żeby być tu i teraz, cieszyć się chwilą, nie odpływać za bardzo w przyszłość, ani przeszłość. Czerpać garściami z czasu, który właśnie trwa.

NN: Co było dla Was najtrudniejsze na tym szlaku?

KO: Dla mnie najtrudniejsze było poranne wstawanie (ale z tym zawsze mam problem :), czasem chrapanie innych osób. Zdarzały się też problemy fizyczne – naciągnięcia mięśni, ścięgien, odciski itp. Trzeba było użyć bandaża, maści. Trzeba się do tego przyznać, nie jesteśmy niezniszczalni.

PZ: Ból był naszą nieodłączną codziennością, konfrontowaliśmy się z nim każdego wieczora. Były momenty, gdy wychodziliśmy około godziny 4 rano, aby dotrzeć do kolejnego celu na godzinę 22, zmęczeni myśląc tylko o podstawowych pragnieniach jakimi były: sen, kąpiel i jedzenie. Nidy wcześniej nie skupialiśmy się tak mocno na podstawowych potrzebach jak właśnie w tym czasie pielgrzymowania.

Odcinki jakie przeszliśmy miały różne odległości, najdłuższy z nich miał 54km i kolejne dni po nim po 40 pare km. Był to naprawdę etap. Czego było jeszcze mało, pech chciał, że po drodze często zdarzało nam się napić wody z pobliskiego źródełka. Jednak akurat wtedy, gdy dystans były najdłuższy doszło do zatrucia. W moim przypadku trwało to aż 7 dni.

Z informacji jakie do nas dotarły były już osoby, które się zatruły, lecz one nie zrobiły tego co ja (pojechały do szpitala). Ja po prostu poszedłem dalej. Nie oglądając się za siebie. Ogólnie nie wiedzieliśmy co się stało i tym bardziej brakowało nam lekarstwa.

W tym czasie apteki były zamknięte. Początkowe dni zatrucia były dziwne, byłem zielony ze zmęczenia. Co ciekawe sam tego nie odczuwałem dopiero Krzysiek, później o tym wspomniał.

Jestem pewien, że głównym motorem napędowym jaki mi w tych dniach przyświecał był mój cel. W tamtym momencie chciałem dotrzeć na czas, na lotnisko, spotkać moją ukochaną dziewczynę Natalię. Zakochany ma nieograniczone siły, to mnie trzymało na nogach do końca. To było niesamowite, nie czułem bólu, po prostu pchało mnie do przodu jak taran, ja walec. Z perspektywy czasu, gdy uzupełniam ten tekst wiem, że w realnym życiu, czy na pielgrzymce cel w naszym życiu ma znaczenie, a droga do niego obfituje w różne nieprzewidziane sytuacje budując w ten sposób nasz charakter.

KO: Proponowałem mu, żeby pójść do szpitala (bo bałem się, że po drodze po prostu padnie), ale nie chciał – szedł dalej. Podziwiam go, że w ogóle przeszedł, nie wnikając w szczegóły. Trwało to ponad 7 dni, nie mieliśmy lekarstw by zareagować. Przy tej temperaturze i przy tych warunkach wielkie poświęcenie, zielony był czasami i szedł. Parę osób w szpitalu wylądowało. Proponowałem mu żeby poszedł gdzieś do szpitala, ale on twardo szedł.

PZ: Codziennie chcieliśmy uczestniczyć we Mszy Świętej w Kościele co było dla nas nie lada wyzwaniem. Udawało nam się to zrobić przez kilka tygodni. Spotykaliśmy się z sytuacjami kiedy wchodząc do Kościoła, czy będąc już w nim, widzieliśmy same starsze osoby, które po Mszy Świętej, podchodziły do nas i płakały z tego powodu, że widzą młode osoby w Kościele. To była dla nich rzadkość, widzieć grupki młodych osób, uczestniczących we Mszy Świętej. Próbowały nas zagadywać, a jak usłyszały, że jesteśmy z Polski to zadowolenie wzrosło, widać było nawet zachwycenie. Nawet dwa, czy trzy razy, gdy byliśmy w potrzebie okazały dobre serce i nam pomogły.

NN: Gdzie nocowaliście?

KO: Raczej gdzie nie nocowaliśmy!

PZ: Spaliśmy w każdym możliwym miejscu:

  • na plaży w namiocie,
  • w garażu (z jednego nas wyrzucili (: ),
  • przy drodze, nieopodal krzaków obok budynku zamaskowani tak, aby nikt nas nie zobaczył,
  • w lesie,
  • w kwaterze prywatnej poleconej przez nowo poznane osoby,
  • nielegalnie w jednym z albergów na korytarzu,
  • na przystani rybackiej,
  • w pałacyku przy rzece,
  • w opuszczonych budynkach,
  • w domu w stanie deweloperskim (ostatni etap budowy (: ),
  • w niedokończonych domach (pewnie portugalscy frankowicze (: )
  • w namiocie na plaży,
  • na campingach,
  • w remizie strażackiej,
  • w szkołach,
  • przy Kościele,
  • gdziekolwiek nas przyjeli lub wszędzie tam gdzie można było się spokojnie położyć.

KO: Namiot to zbędny ciężar, w naszym przypadku skorzystaliśmy z niego maksymalnie kilka razy. W większości wypadków gdybyśmy go nie mieli, też pewnie byśmy sobie poradzili.

Do albergue zazwyczaj dochodziliśmy późno i nie było już dla nas miejsca w gospodzie. Zazwyczaj pozwalano nam jednak skorzystać z łazienki i kuchni. Najedzeni i czyści, mogliśmy już spać gdziekolwiek.

NN: Czy szlaki w Portugalii różniły się od tych w Hiszpanii?

PZ: Szlaki w Portugalii różniły się tym, że ich nie było 🙂 trasa z Fatimy do Santiago jest dobrze oznakowana. Jest to szlak Camino Portugues, który prowadzi z Porto do Santiago. Wychodzi na to, że nikt się nie spodziewał w momencie tworzenia, że ludzie będą szli w odwrotną stronę. Co często widoczne było na tej trasie, gdy obcy ludzie zawracali nas z tej drogi mówiąc, że idziemy nie w tym kierunku co trzeba, było to dosyć zabawne ale też ciekawe. Oznaczenia były w odwrotną stronę, co było dla nas utrudnieniem, gdyż musieliśmy odwracać się i spoglądać, czy idziemy w dobrym kierunku. Lepiej było już w Porto, tam oznaczenia kierowały już nas wprost do Fatimy, tak więc nie sposób było się zgubić. Akurat tam zauroczył nas ocean, dlatego postanowiliśmy zboczyć ze szlaku i iść plażą. Zajęło to 3 dni, było spokojnie, chłodno i radośnie, lecz prędkość nie była zadowalająca, jednak długie spacery po piasku nas spowalniały. Dlatego po tych kilku dniach wróciliśmy na odpowiednią drogę.

KO: W Portugalii strażacy przyjmują na noclegi, w albergach można spać na podłodze, co w Hiszpanii jest całkowicie zakazane i nie ma opcji, żeby gdziekolwiek kogoś przyjęli na podłogę. Portugalczycy są bardziej wyluzowani w tych kwestiach. Albergi do Porto wyglądają podobnie, potem jest ich mniej, ewentualnie są droższe i jest więcej prywatnych.

Do Fatimy idzie już bardzo mało Pielgrzymów. Tak jak początkowo mijałem 3 osoby na minutę, tak później 3 dziennie – idących w stronę Santiago. Do Fatimy na całej trasie spotkałem może ze 2 osoby.

NN: Co Was zaskoczyło podczas wędrówki?

KO: Fuera tzn. po hiszpańsku wynocha. Jak nas raz wygonił hospitalero, gdy chcieliśmy przenocować w garażu. Była godzina 22, a on wyrzucił nas na bruk. My jak my, ale była z nami dziewczyna… Potem jak ksiądz nie chciał nas przyjąć na nocleg. Także nie było tylko pozytywnie. Gdy wyruszyłem z Santiago w stronę Fatimy – pod wieczór, ok godziny 21, pytałem kilkunastu osób, czy ktoś użyczy mi kawałka dachu. Na co oni odpowiadali, że za 6 km jest albergue.

To uczy pokory. Czasem się udaje, że od razu ktoś pomoże, a innym razem idziesz, nie wiesz co cię czeka i musisz zaufać, że Pan Bóg coś jednak załatwi. Były trudne sytuacje, ale zaufałem do końca i w ostatniej chwili zawsze coś się znalazło. Raz nawet było lepiej niż mogłem się spodziewać.

PZ: Taka droga pozwala zobaczyć szlaki, krajobrazy, które napawają radością, zadumą i zaskakują swoim nieprzeniknionym pięknem. Bardzo ciekawe są nowo poznane osoby na szlaku Camino, szczególnie rozmowy, dzielenie się swoim życiem i świadectwami oraz ich historie, które zapadają głęboko w naszej pamięci. My nie przywiązywaliśmy wagi do trudności, do bólu, do wysiłku i niewygody. Wiedzieliśmy, że one będą, zawsze są obecne w życiu mniej lub bardziej, dlatego skupiliśmy się raczej na tych dobrych stronach, a z reszty się śmialiśmy lub problemy traktowaliśmy jako wyzwania z którymi trzeba było sobie radzić, czasem bardzo szybko.

Dotykały nas różne wydarzenia i historie w dzień czy w nocy w których tak z perspektywy ludzkiej trudno sobie wyobrazić. Gdybyśmy mieli opisywać każdą z nich zabrakłoby papieru 🙂 była nawet jedna bardzo trudna, ale o niej może kiedyś napiszę…

Poniżej losowe zdjęcia, które mają w sobie ukrytą historię 🙂

KO: Staraliśmy się nie zwracać szczególnej uwagi na to, że coś nas czasem boli. Hiszpanie i Portugalczycy, to bardzo otwarci ludzie. Zresztą my podobnie – nawet nie znając języka hiszpańskiego (kilka słów na krzyż), pytaliśmy o drogę, noclegi sklepy itd., przy okazji trochę rozmawiając. Niestety Hiszpanie mało mówią po angielsku, z kolei Portugalczycy już całkiem nieźle. Z czasem zauważyliśmy, że musimy mówić, że nie rozumiemy i dopiero Hiszpanie zaczynali mówić powoli i konkretnie. Inaczej włączał im się słowotok 🙂

NN: Co po tej drodze zapadło Wam głęboko w pamięć? Co Was poruszyło?

KO: Ludzie z całego świata (głównie z Europy), których spotykasz, nadajecie na tych samych falach, bo łączy was wspólny cel. Gościnność gospodarzy, otwartość mieszkańców. Mnie ta wyprawa wiele nauczyła, sporo sytuacji przekładam sobie na życie, które też jest wędrówką.

PZ: Mnie poruszyło to, że tak naprawdę nie musieliśmy się przygotowywać fizycznie, bo tak naprawdę liczyła się tylko duchowość i to ona mogła cię pchać do przodu, bo byli ludzie szczupli, młodzi, starsi, a niektórzy mieli nawet 80 lat. Wszyscy szli, każdego coś bolało. Tak naprawdę to nie ma znaczenia, czy jesteś sportowcem czy jesteś osobą która pierwszy raz idzie. Może ma minimalne, ale każdy jest w stanie to przejść niezależnie od wieku. I tak naprawdę trzeba mieć tylko samozaparcie, przede wszystkim duchowe.

KO: I wygodne buty

PZ: Mnie poruszyło to, że na zachodzie pustoszeją kościoły, mało osób chodzi na msze świętą, coraz mniej jest księży, kościoły zamieniane są w muzea. Dlatego się cieszyliśmy, że wracamy do Polski, do kraju w którym w kościele katolickim czuje się, żywą relację z Bogiem.

KO: Poznaliśmy młodego Hiszpana, który był zdziwiony, że młodzi ludzie w Polsce chodzą na Mszę Świętą, również w tygodniu. Nie jest to tak często spotykane w Hiszpanii. Chciał posłuchać jak to jest w naszym kraju, ze łzami w oczach powiedział, że pragnie, aby u nich też tak było.

NN: Czy dużo osób chodzi z innych powodów niż religijne?

PZ: Wzrost laicyzacji Europy, a co za tym idzie również drogi św. Jakuba, stał się w dużej mierze atrakcją turystyczną, urlopowym wyczynem, kolejnym sposobem na spędzenie wakacji, innym niż wczasy all inclusive w jednym ze słonecznych kurortów. Władzom Galicji (jeden z najbiedniejszych regionów w Hiszpanii) zależy na każdym pielgrzymie niezależnie od jego motywacji, bo ruch pątników to pieniądze dla regionu.

Włodarze Galicji rok do roku ulepszają trasy, poprawiają oznaczenie, dbają by pielgrzymi mieli gdzie spać. Miejskie albergi dostępne są już za 5 euro, a w niektórych miejscach „co łaska”. Są również prywatnych kwatery nieco droższe od albergów. Właściciele otwierają również miejsca, w których pielgrzymi mogą zaopatrzyć się w jedzenie, zrobić zakupy, wyprać ubrania. Dlatego też mógłbym stwierdzam, że więcej osób chodzi z powodów niereligijnych i traktuje to jako inną formę wakacji.

Z oficjalnych statystyk Biura Pielgrzymów wynika, że 43,5 proc. pątników deklaruje religijny motyw pielgrzymowania. 47,4 proc. oprócz powodów religijnych podaje także inny np. sportowo-turystyczny.

KO: Z Polski większość osób ma motywację duchową, z innych krajów celem jest raczej przygoda, ale na pewno też jakieś przemyślenie życia. Takie są moje spostrzeżenia. Ludzie chodzą z różnych powodów, każdy ma swoje Camino. Różne są dystanse, wiek, pochodzenie, przekonania, wyznanie, ale wszyscy razem idą w jednym kierunku. Ludzie, którzy podróżują, są do siebie po prostu podobni (pomimo różnic) i się dogadują.

Dla mnie podstawą była duchowość, ale lubię ludzi, przygodę, pielgrzymki, naturę, podróże. Tam wszystko dopełnia się w jedną całość, bo widzisz w tym Boga. Jedni drugich inspirują, możesz coś zasiać w kimś, a ktoś w tobie.

NN: Czego ta droga Was nauczyła?

PZ: Pokory, bo trzeba było radzić sobie w każdych warunkach, nawet najtrudniejszych i w dodatku dziwnych. Odwagi, aby zaufać, aby podejmować decyzję w odpowiednim momencie. Spokoju, być tu i teraz nie denerwować się na innych, radzić sobie w konfliktowych sytuacjach. Po takiej 60 dniowej drodze człowiek się nie przejmuje rzeczywistością, aż tak, wraca jak zaczarowany, zahipnotyzowany. Ciężko jest wrócić do siebie mi osobiście zajęło to około 30 dni. Camino nauczyło mnie, że można się wyciszyć i wyjść z tego pędu codzienności oraz poznać lepiej siebie i swoje zachowania w różnych sytuacjach z którymi na codzień nie mamy styczności. Mimo wielu sytuacji, tych o których napisałem i tych o których nie napisałem czułem się bezpiecznie, a na na drodze, którą przeszedłem zawsze było wyjście z trudnej sytuacji, dzięki Bogu. Mogę powiedzieć, że była to moja droga życia, droga, którą zapamiętam i gdy przyjdą negatywne momenty w moim życiu, wrócę do niej, wrócę do tych wspomnień, aby czerpać z niej siłę.

KO: Ja nauczyłem się dystansu do życia, pokory, bycia tu i teraz, żeby nie odpływać za mocno w przyszłość, która nie wiadomo jaka będzie i nie rozpamiętywać przeszłości. Pamiętać o otwartości na ludzi, całe to Camino mogę podsumować jako naukę zaufania do Boga. Camino to były dla mnie rekolekcje w drodze. Najważniejsza jest droga, a nie dojście do celu samo w sobie. Zdjęcia, czy pamiątka w postaci paszportu pielgrzyma z pieczątkami i dyplomem, to dodatek. Najistotniejsze jest, to co masz w głowie, czyli przeżycia, doświadczenia oraz wspomnienia.

Natalia Nowak: Dziękuję Wam za rozmowę.

 

Wyprawa miała miejsce 7.7.2017 roku.

 

Przemysław Zieliński – Pośrednik w obrocie nieruchomościami, a także Project/Marketing Manager. Od 2010 pomaga właścicielom w wynajmie i sprzedaży nieruchomości, a kupującym w zakupie. Rozwija różne projekty w spółkach z branży IT. Lubi podróżować, spędzać czas z narzeczoną, rodziną i przyjaciółmi. Lubi jeżdżenie na rowerze, chodzenie po górach, bieganie, kalistenike, morsowanie, masaże. Zasłużony Honorowy Dawca Krwi (20 litrów+).

Krzysztof Ogiński – współtwórca i pomysłodawca spółki technologicznej, wcześniej zarządzał projektami w branży IT, tworzy oprogramowania do przetwarzania danych. Pasjonuje się sportem, biega, a plecak jest jego nieodłącznym kompanem każdego dnia. Podróżuje w różne strony świata, ale polskie góry są mu najbliższe.

Jak oceniasz artykuł?
Wysyłanie
Ocena
5 (os.: 6)

0 opinie

Zostaw odpowiedź