czwartek 22 Kwiecień 2021

Historia Łukasza, który kupił mieszkanie 32m2 za 1411 złotych

Historia Łukasza, który kupił mieszkanie 32m2 za 1411 złotych...

Historia, z życia moje kolegi Łukasza, który zgodził się na upublicznienie jednego z jego sukcesów w branży nieruchomości, który miał miejsce w Olsztynie w roku 2008.

Tak pisze…

Gdy rozpoczynałem pracę nad treścią tego wpisu, który właśnie widzisz przed sobą, jedną z najważniejszych myśli, która mi przyświecała było spełnienie Twoich oczekiwań. Oczekiwań wzbudzonych tytułem. Całkiem możliwe, że pomyślałeś, tak co on gada za bzdury, nie można kupić mieszkania za takie „grosze”.

Więc kategorycznie stwierdzam, MOŻNA! Właśnie z tego wpisu dowiesz się jak!

Muszę Ci się do czegoś przyznać…

Podana w tytule kwota 1411 złotych, nie jest kwotą prawdziwą

Prawdziwa kwota za którą nabyliśmy to mieszkanie, to 1411 złotych i 22 grosze. Słownie: tysiąc czterysta jedenaście złotych i dwadzieścia dwa grosze. Tak to już całkowity koszt pieniężny, za który wspólnie z moją żoną, staliśmy się właścicielami dwupokojowego mieszkania 32,2m2, w Olsztynie.

Jak przeczytacie dalej, nie była to rudera bez ścian czy sufitu. Nie była w dzielnicy do której nawet policja bała się wjeżdżać, absolutnie wszystko było jak najbardziej OK. Czteropiętrowy ocieplony blok, usytuowany na wzniesieniu (piękny widok na zalesiony Olsztyn).

Osiedle otoczone parkiem, nad rzeką Łyną, usytuowane pomiędzy Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim, a olsztyńską starówką. Dookoła oprócz parku, dwie szkoły, basen, szpital, duży sklep osiedlowy. Do centrum miasta spacerkiem nie dłużej jak siedem minut.

Po kilku tygodniach poszukiwań, zrobiliśmy swój drugi duży krok w stronę niezależności finansowej. Wierzę, że Ty również jesteś, lub chcesz odnaleźć swoją drogę do niezależności finansowej. Wierzę, że chcesz samemu decydować o swoim czasie. W tym tygodniu czytanie ulubionej książki na tarasie jednego z pensjonatów w Zakopanem, a może rejs jachtem po Morzu Śródziemnym w towarzystwie ukochanej osoby, a może lot balonem nad Wielkim Kanionem lub wylegiwanie się na jednej z plaż na bajecznym Mauritiusie.

Czy może masz bardziej przyziemne marzenia….? Jedno z chińskich przysłów mówi: „Każda najdłuższa podróż, zaczyna się od pierwszego kroku” Przed Tobą poradnik jak krok po kroku, Ty sam możesz zrobić to samo.

Teraz już wiesz, że staliśmy się właścicielem mieszkania, za nazwijmy to nieduże pieniądze. Ale co doprowadziło mnie do tego, aby nie tylko uwierzyć w ten zakup, ale sprawić, aby stał się faktem.

Ze swojego drobnego doświadczenia wiem, że za ogromną część naszych działań odpowiada głowa. To ona sprawia, że coś potrafimy zrobić, albo boimy się zrobić, i nie podejmujemy czynów.

Sprawa wyglądała bardzo prosto. Chciałem. Wiedziałem już, że można, ale nie wiedziałem „JAK”.

I tak oto trafiłem na kolejną rzecz która sprawiła że otworzyłem szeroko oczy.

Merytorycznie i prawdziwie o tym „Jak kupiłem mieszkanie w Olsztynie za 1411 złotych”

Właśnie tutaj, zaczyna się przygoda dokładnie dotykająca tematu naszego wpisu. Był maj 2008 roku. Wróciłem z kursu dotyczącego technik zerowego wkładu. Trochę zawiedziony, jednak mocno zmotywowany do pracy. Po kursie obiecywałem sobie bardzo wiele, a tak naprawdę ugruntował tylko moją wiedzę, wyczytaną w książkach.

Zdobyłem nowe doświadczenie i wiedziałem już jedno nikt w tym temacie nie zrobi nic za mnie, wszystko zależy od mojego działania, od mojej głowy. Rozpoczęliśmy poszukiwania okazji i zmotywowanych sprzedawców.

I tak oto gazety lokalne z działami ogłoszeń stały się częścią naszego życia. Podobnie jak internet czy wszystkie inne miejsca, w których ktoś chciał poinformować kogoś o sprzedaży nieruchomości. Odwiedzałem regularnie Sąd z tablicą o planowanych licytacjach, wysłałem e-maile do znajomych, dawałem ogłoszenia do gazet i internetu.

Dobrym miejscem były tablice ogłoszeń w spółdzielniach mieszkaniowych, w wydziałach spraw lokalowych Urzędu Miasta, czy Zakładach Budynków Komunalnych ( w różnych miastach różnie się nazywają). Oczywiście żadne ogłoszenie na płocie, słupie, czy przystanku, nie uszło mojej uwadze.

Aha, bym zapomniał jeszcze jedno doskonałe miejsce do poszukiwań okazji. Otwórz oczy na spacerze. Zwracaliśmy uwagę na wszystkie brudne, zaniedbane, okna mieszkań, a jest tego naprawdę bardzo dużo.

Tak o to spędzaliśmy wspólnie z małżonką, kolejne dni i tygodnie na poszukiwaniach. I tak jak poszukiwanie mieszkań, przeglądanie ogłoszeń nie nastręczało nam żadnych kłopotów, tak kolejny etap czyli rozmowa z właścicielami wymagała pewnej odwagi.

Z perspektywy czasu wiem, że była to doskonała zabawa, i świetna nauka. Ale nie była to bajka. To trochę jak praca telemarketera. Często słyszysz odmowę, bardzo często oferta nie jest interesująca dla Ciebie.

Pamiętałem o zasadzie Roberta Kiyosaki: 100 – 30 – 3 – 1. Na sto obejrzanych nieruchomości, trzydzieści będzie interesujących, złożysz 3 oferty kupna, z czego jedna zostanie przyjęta.

Wiedziałem że szukam perełki, doskonałego tematu, który pozwoli zarobić sporo pieniędzy i dostarczy mnóstwo nauki. Szukaliśmy ogłoszeń z których wynikało, że właściciel ma problem: pilnie, tanio, okazja, zadłużone, szybka sprzedaż z powodu wyjazdu. To tylko hasła klucze, które nie zawsze były prawdą.

Przed znalezieniem naszego tytułowego ogłoszenia, udało nam się przeprowadzić krótki temat, ale dopiero to ogłoszenie przyniosło doskonałą naukę. Czytając o tym tutaj, trwa to bardzo szybko.

Wyszukanie tego ogłoszenia zajęło nam całe cztery miesiące. 

W końcu znaleźliśmy ogłoszenie:

W końcu znaleźliśmy ogłoszenie:

„Mieszkanie dwupokojowe na osiedlu Podgrodzie, zamienię na jakiekolwiek inne, w zamian za spłatę długów”

Na pewno było to ogłoszenie, które przykuło moją uwagę. Treść ogłoszenia i zwrot „zamienię na jakiekolwiek inne”, wskazywało na bardzo dużą desperację tej osoby. Osiedle Podgrodzie w Olsztynie to świetny adres pod wynajem, ze względu na bliskość Uniwersytetu i Starego Miasta. Z całą pewnością mógł to być zmotywowany sprzedawca. Znalazłem to ogłoszenie na portalu, na którym nigdy nie spodziewałbym się tego znaleźć. To dowód na to, że trzeba szukać wszędzie.

Była połowa września. Jako kontakt podany był e-mail. Błyskawicznie napisałem zapytanie, proponując spotkanie. Na następny dzień siedziałem już w tym mieszkaniu rozmawiając z właścicielami. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że „zrobię” ten temat. To był po prostu kolejny adres który odwiedzałem w mojej drodze do wolności finansowej. Była to sześcioosobowa rodzina, troje dorosłych i trójka dzieci, nazwijmy ich np. rodziną Wiśniewskich (wybaczcie, ale nazwisko zmieniliśmy).

Celowo nie chcę podawać prawdziwego nazwisko, gdyż długi nie są powodem dla którego ktoś chciałby się chwalić, i ujawniać swoje dane. Mieszkali w dwóch pokojach na 32 metrach kwadratowych. Na pewno nie było im wygodnie, ale na pewno byli ze sobą związani. Byli i są kochającą się rodziną.

Kłopoty z długami zaczęły się od śmierci w krótkim odstępie czasu, dwóch żywicieli rodziny. Ojca i syna których dochody stanowiły podstawowy zastrzyk finansowy domowego budżetu.

Pozostała mama z 30-letnią córką, która miała 3 wspaniałych dzieci.

Gdy zabrakło zarobków dwóch mężczyzn, zaczęły pojawiać się długi, z którymi nie potrafili sobie poradzić. Nad zwyczajniej w świecie szukali pomocy.

Samo mieszkanie to spółdzielcze-własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego bez Księgi Wieczystej. Zadłużenie sięgało niecałych 20 000 złotych, sprawa leżała już u komornika i był to czas przed oszacowaniem nieruchomości. Rodzina bardzo miła i serdeczna, otwarta była na wszelkie propozycję. Propozycje których w pierwszej chwili mi zabrakło.

Wróciłem do domu i zaczęła się dyskusja z moją małżonką. Wiedzieliśmy, że aby „zrobić” ten temat, potrzebujemy 20 000 złotych na spłatę długu, trzeba kupić mieszkanie w których ta sympatyczna rodzina zechciałaby zamieszkać. Dochodziły jeszcze koszty notarialne obu transakcji.

Utrudnieniem były również niezałatwione w Sądzie formalności spadkowe i brak konkretnego pomysłu, co zaproponować i jak pomóc tej sympatycznej rodzinie. Na naszym małżeńskim koncie było zaledwie parę tysięcy złotych, i to parę bliżej tysiąca niż dziesięciu. Chodziłem zamyślony z kilka dni. Pewnie gdybym zapytał kogokolwiek z rodziny czy znajomych, powiedzieliby … „co ty w ogóle kombinujesz, po co pakujesz się w takie bagno”.

Teraz z perspektywy czasu wiem, że był to niezmiernie ważny moment w całej naszej drodze do niezależności finansowej. 

To był kluczowy moment

To był kluczowy momentTyle czasu poświęciliśmy na szukanie i wreszcie znaleźliśmy. I pomimo tego, że znałem techniki zerowego wkładu, byłem na kursie, który mnie również tego uczył, mieliśmy mieszkanie i zmotywowanego sprzedawcę, to nadal nie wiedziałem, dokładnie w tym momencie co mam zrobić.

Naprawdę był to moment w którym śmiało można było się poddać. Powiedzieć: Sorry, to nie dla mnie. Nie jestem i nie będę inwestorem.

Ale coś we mnie drgnęło i powiedziałem, nie zrezygnuję.

Na każdym etapie drogi do wolności finansowej, możemy spotkać różne przeszkody. Jednak kluczem do ich pokonania nie jest skupianie się nad tym, że to kłopot, ale szukanie rozwiązania, nad jego pozbyciem. Osobiście nazywam to,

„Magią zadawania pytań”

Wiedziałem już że można, ale nie wiedziałem JAKZamiast: Jestem beznadziejny, nie mam już siły szukać trzeci miesiąc tych okazji.

Powiedz: Jak mam znaleźć w sobie siłę i motywację do ciągłego szukania okazji?

Zamiast: Nie, nie potrafię zapukać do drzwi, aby z obcym mi człowiekiem rozmawiać o jego zadłużeniu.

Zapytaj: Jak dotrzeć do ludzi z zadłużonymi mieszkaniami, aby to oni chcieli ze mną rozmawiać?

Właśnie zadawanie pytań i odpowiednie nastawienie na znalezienie rozwiązania, przyniosły tak długo oczekiwany SUKCES.

Okazało się, że pomimo braku doświadczenia, mamy rozwiązanie dla sytuacji, w której się znaleźliśmy. Nie ukrywam, że był moment w którym chcieliśmy wraz z żoną zrezygnować. Jednak nie. Pokonaliśmy strach, niepewność, i przeprowadziliśmy z powodzeniem całą transakcję.

Jest konkretna propozycja. Już wiemy jak to zrobić.

Natychmiast po znalezieniu w naszych głowach rozwiązania, umówiłem się na kolejne spotkanie. Przedstawiłem naszą propozycję:

  1. Pomożemy w załatwieniu wszelkich formalności związanych z uregulowaniem spraw spadkowych umożliwiających podpisanie Aktu Notarialnego.
  2. Podpiszemy Akt Notarialny przenoszący własność mieszkania na nas.
  3. W akcie notarialnym zobowiązujemy się do zapłaty 40 000 złotych na poczet nowego mieszkania w terminie późniejszym, oraz przejmujemy na siebie dług w spółdzielni mieszkaniowej.
  4. Zabezpieczeniem dla rodziny Wiśniewskich jest art.777 KC, oraz możliwość zamieszkania wraz z meldunkiem do czasu zapewnienia innego mieszkania.
  5. Pokrywamy wszystkie koszty związane z transakcją wraz z kosztami przeprowadzki.
  6. Znajdziemy mieszkanie poza Olsztynem za umówioną kwotę.

Oczywiście wszystko to może się wydawać proste. Wymagało jednak sporo rozmów, a na pewno wspólnego zaufania.

Po wyjaśnieniu i wytłumaczeniu całej procedury, oraz jednym dniu zastanowienia propozycja została przyjęta. Wymienione punkty to tylko zarys całej transakcji, którą teraz postaram się opisać szczegółowo.

Naszym celem było doprowadzenie do aktu notarialnego przenoszącego własność. Spółdzielcze-własnościowe prawo do lokalu, jest prawem zbywalnym praktycznie tak samo jak mieszkanie własnościowe. Różnica polega m.in. na tym, że w przypadku spółdzielczego – własnościowego prawa do lokalu, w celu przystąpienia do aktu notarialnego potrzebne jest tzw. zaświadczenie ze spółdzielni.

Ten właśnie dokument stwierdza komu i od kiedy przysługuje tytuł do przedmiotowego lokalu i niejako zastępuje przed notariuszem Księgę Wieczystą.

Niestety, ale spółdzielnia nie chciała wydać nam tego zaświadczenia, tłumacząc się tym, że najpierw trzeba spłacić dług. Są prawnicy którzy mówią, że to niezgodne z prawem i spółdzielnia mieszkaniowa nie może odmówić wydania w takiej sytuacji zaświadczenia, ale to już temat na odrębną książkę.

Oczywiście nie mogliśmy spłacić zadłużenia w spółdzielni, ponieważ w danym momencie nie posiadaliśmy gotówki w takiej wysokości. Ktoś powie jaki idiota, bez gotówki chce robić taki temat, no cóż tak to wtedy wyglądało. Poza tym to nie jest poradnik jak kupić mieszkanie mając worek gotówki.

Problem gotówki odłożyliśmy na bok. Były inne formalności które wymagane były do notariusza. Chodziło o uregulowanie sytuacji prawnej lokalu.

Za tym zwrotem kryje się załatwienie spraw spadkowych po zmarłych. Nie ukrywam że trochę poszliśmy na żywioł. Nie do końca znaliśmy procedury. Po prostu wszystkiego uczyłem się na bieżąco sprawdzając w internecie, czytając przepisy, dopytując się notariuszy i wszystkich którzy mogli mi pomóc.

Może nie było to profesjonalne z mojej strony. Jak mam jednak mówić o profesjonalizmie, skoro robiłem to pierwszy raz. To tak jakby karcić kogoś, kto pierwszy raz wsiadł na rower, że nie jest przygotowany do Tour de France.

Wyrok w Sądzie, uprawomocnienie, oraz procedury z rozliczeniem spadku w Urzędzie Skarbowym (nie było podatku, pierwsza grupa podatkowa) zajęły ponad trzy miesiące. Niestety dla nas trwało to kolosalnie długo, jednak cały czas wiedzieliśmy że na horyzoncie pojawia się możliwość zarobku.

Oczekiwanie na papierkowe formalności, wykorzystaliśmy na poszukiwania mieszkania dla rodziny Wiśniewskich. Wspólnie z córką Pani Wiśniewskiej, jeździliśmy po prawie całym województwie w poszukiwaniu odpowiedniego mieszkania. Również trwało to długo i nie przynosiło szybkiego efektu. Myślałem jednak o efekcie końcowym, zwieńczonym sukcesem. Ogłoszeń szukaliśmy w internecie.

Ale był też sukces. Udało nam się zdobyć zaświadczenie ze Spółdzielni Mieszkaniowej. Pani Wiśniewska poprosiła o nie podając jako powód, potrzebę załatwienia formalności spadkowych. Okazało się, że nie ma problemu i upragnione zaświadczenie z datą wystawienia 25.11.2009r, było w naszych rękach. Jeden z dokumentów, który potrzebowaliśmy, stawiając się do notariusza, aby przenieść własność na nas, mieliśmy w ręku.

Na początku grudnia odbyła się rozprawa podczas której ustalono warunki spadku. Wszystko potoczyło się po naszej myśli, nie pojawili się żadni inni spadkobiercy pozostało nam czekać 21 dni na uprawomocnienie wyroku. Pod koniec grudnia otrzymaliśmy upragniony, uprawomocniony wyrok w sprawie podziału spadku za syna. Pozostał Urząd Skarbowy.

I tu o to dowiaduje się, że procedura rozliczenia spadku trwa od dwóch do trzech miesięcy. Nie była to dobra wiadomość.

Nie mieliśmy już tyle czasu. Kończyły się nam pieniądze na życie.

Potrzebowaliśmy już przeprowadzić naszą upragnioną transakcję.

Trzeba było poruszyć niebo i ziemię aby potwierdzenie z Urzędu Skarbowego załatwić jak najszybciej. No cóż trochę przywykłem, do zadań typu: niemożliwe załatwiam od ręki, cuda zajmują mi chwilę.

W tym miejscu to jest kolejny dowód na magię zadawania pytań „jak”, zamiast robienia tragedii i wbijania sobie do głowy, to niemożliwe. Okazało się że można i tak oto w naszych dłoniach spoczywały już wszystkie dokumenty:

  • uprawomocnione wyroki za dwa spadki (ojca i syna)
  • potwierdzenie o rozliczeniu się z Urzędem Skarbowym
  • zaświadczenie ze spółdzielni

To już były wszystkie dokumenty, których potrzebowaliśmy, aby podpisać upragniony Akt Notarialny.

Pozostało nam jedynie, potwierdzić wcześniej umówiony termin do notariusza.

Akt notarialny

Akt notarialny

Jesteśmy właścicielami

Tak o to 28 stycznia 2009 roku po podpisaniu aktu notarialnego, staliśmy się wspólnie z małżonką właścicielami spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego. Zgodnie z §3 Aktu Notarialnego Pani „Bożena Wiśniewska” i Pani „Agata Wiśniewska”oświadczyły, że sprzedają małżonkom Łukaszowi i Basi Kowalskiej przysługujące im udziały w opisanym spółdzielczym własnościowym prawie do lokalu mieszkalnego za cenę 40 000 (czterdzieści tysięcy) złotych.

Zgodnie z kwotą która została (prawdziwie) ustalona pomiędzy stronami, notariusz pobrała:

1. Taksa notarialna 405,00 złotych
2. Cztery wypisy aktu 96,00 złotych
3. Podatek VAT od wynagrodzenia notariusza 110,22 złotych
4. Podatek od czynności cywilnoprawnych 800,00 złotych
Razem:  1 411,22 złotych

W taki sposób kupiliśmy mieszkanie za 1411,22 złotych.

To dopiero pierwsza część tej opowieści.

Podsumujmy to co wydarzyło się do tej pory:

  1. Znaleźliśmy ogłoszenie.
  2. Spotkanie po którym nie wiedziałem co i jak zrobić.
  3. Zamiast się poddać i zrezygnować zadawaliśmy pytanie; jak można to zrobić?
  4. Eureka. Jest pomysł, jest rozwiązanie.
  5. Przedstawiliśmy plan, złożyliśmy propozycję.
  6. Propozycja przyjęta.
  7. Szukanie mieszkania dla rodziny Wiśniewskich.
  8. Sprawy spadkowe. Urząd Skarbowy.
  9. Zaświadczenie ze spółdzielni.
  10. Akt notarialny. Jesteśmy właścicielami.

Druga część transakcji

Realizacja zobowiązań

Tak oto zakończył się pierwszy etap, naszej wymarzonej transakcji.

Pozostało nam wywiązać się, z zobowiązań zawartych w akcie notarialnym.

Plan na druga część transakcji wyglądał następująco:

  1. Sprzedać mieszkanie poprzez umowę przedwstępną biorąc 25 000 złotych zadatku.
  2. Uzyskać minimum miesięczny termin na przeprowadzkę rodziny Wiśniewskich.
  3. Spłacić dług z wykorzystaniem zadatku.
  4. Wpłacić zaliczkę na mieszkanie dla Wiśniewskich z reszty pieniędzy pochodzących z zadatku.

Zgodnie z ustaleniami rodzina Wiśniewskich nadal zamieszkiwała, teraz już w naszym mieszkaniu. Na pewno wiele osób powie, że bardzo dużo ryzykowaliśmy, ponieważ nie zażądaliśmy wymeldowania się z lokalu przed podpisaniem aktu notarialnego.

Tak na pewno się z tym zgodzę. Ryzykowaliśmy.

Wiadome jest, iż w zgodzie z polskimi przepisami (Ustawa o ochronie praw lokatorów), jest praktycznie nie możliwe pozbycie się nie chcianych lokatorów. To znaczy ustawa jak najbardziej taką możliwość daje, jednak rzeczywistość w 95% przypadków to uniemożliwia. Dlatego też, zalecam w tym miejscu dużą ostrożność, i dokładne przemyślenie tej kwestii. Od siebie mogę tylko dodać, że to indywidualna sprawa. To zależy od ludzi z którymi się współpracuje, i od nas samych. 

Na pewno warto mieć pomysł, co zrobić w sytuacji gdyby taki nieprawny lokator nie chciał się wyprowadzić. Oczywiście w akcie notarialnym był stosowny zapis o terminie wydania lokalu przez rodzinę Wiśniewskich, oraz obowiązku wymeldowania wszystkich zameldowanych tam osób.

Po naszej stronie lista obowiązków była dłuższa:

  • zapłata umówionej kwoty 40 000 złotych,
  • znalezienie mieszkania dla rodziny Wiśniewskich i ewentualny remont,
  • spłata zadłużenia w kwocie ok. 20 000 złotych w Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej,
  • zorganizowanie i pokrycie kosztów przeprowadzki.

Wspólnie z małżonką nie mieliśmy nawet czterech tysięcy na pokrycie kosztów, a co dopiero mówić o czterdziestu, czy więcej. Wiedzieliśmy jednak, że kluczem do rozwiązania tej transakcji będzie znalezienie klienta. Od tego zaczęliśmy. Dwupokojowe mieszkanie w Olsztynie o metrażu 32,2m2, wyceniane było w przedziale 150 000 złotych – 160 000 złotych. Nasz lokal nadawał się do dużego remontu, postanowiliśmy więc wystawić mieszkanie za cenę

138 000 złotych. Byliśmy skłonni do dużej negocjacji, w przypadku klienta który zaakceptowałby nasze warunki.

Nasza koncepcja była bardzo prosta. Weźmiemy od zainteresowanego klienta 25 000 złotych zaliczki, z której spłacimy dług w spółdzielni mieszkaniowej, oraz wpłacimy zadatek na upatrzone już wcześniej mieszkanie dla rodziny Wiśniewskich.

Daliśmy ogłoszenie do internetu oraz gazety lokalnej i zaczęła się lawina chętnych. Było co najmniej dziwnie ponieważ, prezentowaliśmy mieszkanie w którym mieszkali inni ludzie, ale ze względu na cenę i lokalizację oglądających nie brakowało. Niestety byli to tylko oglądający.

Brak konkretnych ofert, co robić?

Po obejrzeniu mieszkania przez około trzydzieści osób, i po otrzymaniu już kilku ofert które jeszcze nas nie satysfakcjonowały, pojawiły się pierwsze wątpliwości.

Był już koniec lutego, mieszkanie wystawione do sprzedaży od miesiąca, a efektów brak.

Teraz z perspektywy czasu wiemy już w czym tkwił błąd

Wtedy tego nie wiedzieliśmy. Ale znowu odzywa się doświadczenie, którego nam brakowało. Było to pierwsze mieszkanie jakie w życiu osobiście sprzedawaliśmy. Zupełnie przez przypadek trafiłem w tv na angielski program, o najczęściej popełnianych błędach przy sprzedaży mieszkań.

Stało się jasne, że problemem są lokatorzy. Wyobraź sobie, że przychodzisz kupić mieszkanie. Wprowadza Cię właściciel, a w lokalu niezbyt estetycznym, mieszkają trzy dorosłe osoby, trójka małych dzieci i pies. Wszystko to na 32m2.

Nawet pomimo dobrej lokalizacji i ceny, nie było to zachęcające. Jak powiedział nam potem jeden z zainteresowanych, każdy oglądający obawiał się że kupuje mieszkanie z lokatorami i kłopotem prawnym. Na nic zdawały się wyjaśnienia. Niestety nie mieliśmy pieniędzy aby wyprowadzić rodzinę Wiśniewskich i sprzedać puste mieszkanie, nie mówiąc już o remoncie.

Niezależnie od sytuacji trzeba było sobie poradzić. I powiem po raz kolejny.

Skupiliśmy się na tym jak sobie poradzić, a nie na tym że mamy kłopot.

Sprzedaż mieszkania

Wszystko działo się na wysokich obrotach. Całe nasze starania musiały się skupić na znalezieniu klienta na nasze tytułowe mieszkanie. Postanowiliśmy obniżyć cenę ofertową do kwoty 128 000 złotych, co sprawiło kolejną lawinę klientów. Jednak nie do końca nas satysfakcjonujących. Mieliśmy cztery oferty na kwoty między 95 000 – 105 000 złotych. Nie będę ukrywał że również te oferty rozważaliśmy. I tak zarobilibyśmy na całej transakcji, a zaletą tych ofert była gotówka.

Mieliśmy jednak kolejny temat mieszkaniowy, który mogliśmy przeprowadzić i kwota 105 000 złotych to było za mało, aby udało nam się sfinansować ten drugi temat.

I tak o to do ofert gotówkowych, dołączyły dwie oferty które otrzymaliśmy od osób, które chciały sfinansować mieszkanie kredytem. Jedna opiewała na kwotę 122 000 złotych, ale zaledwie 5 000 złotych zadatku. Druga z ofert opiewała na 115 000 złotych w tym 25 000 złotych zadatku, czyli tak potrzebnej nam gotówki.

Oczywiście negocjacje z każdym z oferentów trwały, i wielokrotnie próbowaliśmy otrzymać więcej lub próbowano z nas wyciągnąć lepsza cenę.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na ofertę 115 000 złotych i 25 000 złotych zadatku, i w dniu 16 marca 2009 roku podpisaliśmy umowę przedwstępną, otrzymując upragnione 25 000 złotych w gotówce. Mieliśmy czas do 30 kwietnia, aby wyprowadzić naszych lokatorów. Czyli znaleźć im nowe mieszkanie, do którego będą mogli się wprowadzić.

Natychmiast spłaciliśmy zadłużenie w spółdzielni, reszta pieniędzy przeznaczona była na zadatek na nowe mieszkanie dla rodziny Wiśniewskich, którego intensywnie poszukiwaliśmy.

Oczywiście wiem że wszystko może wyglądać na nieco wariacki sposób, ale naprawdę byliśmy przekonani że coś znajdziemy, i doskonale sobie poradzimy w temacie. Jak się okazało nie byliśmy w błędzie.

Mieszkanie rodziny Wiśniewskich

Obejrzeliśmy kolejnych pięć mieszkań, szóste okazało się tym którego szukaliśmy. Miejscowość Korsze, trzydzieści tysięcy mieszkańców, ok. 85km od Olsztyna z bardzo dobrym połączeniem kolejowym ze stolicą regionu. 

Mieszkanie 64m2, duże pokoje, kuchnia i łazienka. Łazienka wymagała remontu reszta do odświeżenia. Mieszkanie było puste, już dłuższy czas wystawione na sprzedaż. Właścicielka przeniosła się do córki do Gdańska. Wiedzieliśmy że będzie możliwość dobrej negocjacji. Mieszkanie wystawione było na sprzedaż za 54 000 złotych.

Zaproponowaliśmy kwotę 46 000 złotych, Płatne w dwóch ratach. Cztery tysiące złotych zadatku przy umowie przedwstępnej, oraz do 15 maja 2009r. reszta kwoty gotówką. Właścicielka przystała na nasze warunki. Pod koniec marca podpisaliśmy umowę przedwstępną, zgodnie z którą wpłaciliśmy 4 000 złotych zadatku oraz mogliśmy rozpocząć remont w kupionym mieszkaniu.

Mieszkanie niestety nie nadawało się do natychmiastowego zamieszkania. Potrzebny był gruntowny remont łazienki, oraz dopełnienie formalności z ponownym podłączeniem prądu.

No właśnie prąd.

W związku z tym iż poprzednia właścicielka nie zamieszkiwała w tym lokalu, odcięła całkowicie prąd od mieszkania i zlikwidowała licznik. Formalności z ponownym podłączeniem prądu trwały kolejne trzy tygodnie. Ale korzystając z uprzejmości sąsiadów można było korzystać z ich prądu na potrzeby remontu.

Formalności z prądem wzięliśmy na siebie, jednak Państwo Wiśniewscy załatwili ekipę remontową.

Byliśmy przekonani że dwa góra trzy tygodnie to będzie całkowity czas potrzebny na remont mieszkania w Korszach. Niestety aby nie było tak łatwo, fachowcy okazali się specjalistami z programu „Usterka”. Remont trwał i trwał, a efektów nie specjalnie było widać.

Na szczęście rodzina Wiśniewskich rozumiała powagę sytuacji, i wiedziała że wyprowadzka przed trzydziestym kwietnia, a więc terminem oddania mieszkania w Olsztynie nowym właścicielom była niezbędna. Tak też się stało.

Zgodnie z warunkami umowy zorganizowaliśmy całą przeprowadzkę na dwa dni przed terminem.

Akt notarialny sprzedaży mieszkania

Zgodnie z terminem zapisanym w umowie, dokonaliśmy przekazania mieszkania nowym właścicielom.

Sprawdziliśmy w wydziale meldunkowym, że nikt nie jest zameldowany w lokalu. Pozostało podpisać akt notarialny, i czekać na wypłatę reszty 90 000 złotych z kredytu bankowego. Po dziesięciu dniach oczekiwania, na naszym koncie znalazły się upragnione pieniądze.

Pierwszy raz w życiu mogłem się poczuć, jak, nieco lepszy klient banku, wypłacając gotówkę w kwocie 40 000 złotych. Ale i tak było to mniej przyjemne, niż świadomość jaka kwota pozostawała na koncie.

Niesamowita ulga, zapanowała w naszych sercach. Pozostało nam rozliczyć się z Panią Wiśniewską, oraz pomóc w dokończeniu zakupu mieszkania w Korszach.

Zarobiłem 50 000 złotych, Ile zapłaciłem podatku dochodowego…?

ZERO, 0 złotych

Słownie zero złotych. Robert Kiyiosaki uważa, że przepisy są tworzone dla bogatych, a nie dla biednych.

W Polsce (i nie tylko) obowiązuje przepis który pozwala, odroczyć podatek należny od uzyskanego dochodu ze sprzedaży nieruchomości. Co to oznacza w bardziej ludzkich słowach?

Uzyskaliśmy dochód ze sprzedaży nieruchomości opisanego mieszkania. Od tego dochodu jest „należny” podatek wg skali podatkowej.

Nasze Państwo pozwala mi nie płacić tego podatku, jeżeli w ciągu dwóch lat od sprzedaży mieszkania, przeznaczę te pieniądze na inne cele mieszkaniowe. W związku z tym że nie zamierzamy spoczywać na laurach, zamierzamy i nabywamy dużo mieszkań, możemy ten podatek odraczać w nieskończoność i jest to absolutnie legalne.

Jeśli nie wierzysz, zapytaj o to w swoim Urzędzie Skarbowym.

Robert Kiyosaki miał rację mówiąc, że przepisy są dla bogatych.

Uzyskałem zwrot z zainwestowanych pieniędzy ponad 3500%, w czasie 8 miesięcy.

Proste. Włożyliśmy w temat 1411,22 złotych. Uzyskaliśmy dochód 50 000 złotych. Sam sobie oblicz ile to procent i pomyśl ile procent zaproponuje Ci bank 🙂

( przyp. sytuacja dotyczy roku 2009 i może odbiegać od aktualnych uwarunkowań podatkowych)

Jak oceniasz przydatność tego artykułu:
Wysyłanie
Ocena
5 (os.: 2)

Może Ci się spodobać:

0 opinie

Zostaw odpowiedź